/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Okolice Czorsztyna, lato godziny popołudniowe.
Pakamerowóz… PO Fudtraka Toga Kebab

Xawery Krzyżtopór Żulicki skręcał spokojnie w lewo w drodze na zlot podobnych pojazdów.
Liczył, że sprzedadzą kebab i może udzielą kilku pokątnych porad prawnych. Chociaż ostatnio doradzanie obrony stawało w sprzeczności z interesem państwa… z lekkiego zamyślenia (czy Czesiek ma rację, że wieprzowina na kebab może być dojrzewająca czy się im zwyczajnie zepsuła) wyrwały go uderzenie i głośny huk…
Xawery ze zgrozą zogniskował wzrok na potężniej limuzynie wbitej w wiekowy dąb przy drodze…
Kierowca resztkami sił odpalił w samochodzie syrenę i niebieskie światełka…
Xawery zdążył pomyśleć o tym czy będą go sądzili za zdradę czy od razy zastrzelą gdy z rozbitego samochodu i towarzyszących mu dwóch innych wysypali się oficerowie Nowych Narodowych Sił Służby Strażniczej (nie wiedzieć czemu nazywanych przez łżemedia polskojęzyczne czy jak to się tam teraz nazywało Waffen SS).
Oficerowie wyciągnęli z samochodu postać i otoczyli ją klasycznym rzymskim żółwiem z tarcz balistycznych… znaczy prawie bo kierowca limuzyny nadal szamotał się za kierownicą i w dachu żółwia ziała dziura…
Xawery zaczął analizować raz jeszcze czy obrona ma sens… gdy zobaczył wybiegającego z Pakamerowozu Cześka…
Czesiek wyglądał dziwnie. Na twarzy miał maskę przeciwsmogową z Gazety W i jakieś gogle… w ręku lśniła pałka z uśmiechniętym „Małym Powstańcem” (pozostałość po procedurze reklamacyjnej jednego z klientów).
Czesiek w drugiej ręce dzierżył kulisty przedmiot, który rzucił w kierunku upośledzonego Testudo… Xawery rozpoznał w lecącym jaju granat gazowy Made in DDR… trzymany na ciężkie czasy… widać takie czasy nastały…
Mecenas obserwował ze zgrozą jak Czesiek rozumie starą rzymską zasadę
Prior tempore potior iure
… w sumie w praktyce zasada działała nawet lepiej niż w sądzie…

Czas lato godziny popołudniowe + 5 godzin
Pobliże tamy nad Zalewem Czorsztyńskim…
W pobliskim lesie było słychać śpiewy i zawodzenia…
Nad brzegiem zalewu dwie postaci…

– A co będzie jeśli wypłyną?… nerwowo zapytał Xawery zaciągając się epapierosem…
– Nigdy nie wypływają… spokojnie i jakoś podejrzanie stanowczo odparł Czesiek…
– Zresztą kończę ładować film z imprezy na Youtuba… sprawa nie do wyśledzenia telefon zarejestrowany na zmarłą babcie sąsiadki, kuzynki, wujka byłej żony mojego sswagra… – powiedział Czesiek niewyraźnie, przegryzając kartę i zapijając ją resztą białoruskiej wódki.
W sumie tej wódki to najbardziej było szkoda… cały kontener poszedł… mniej szkoda było dojrzewającego kebabu wieprzowego…
Natomiast kawa od Dżastinka syna Pani Samanthy okazała się faktycznie bardzo kolumbijska…

Przez kolejne kilka miesięcy Minister Wojny twierdził, że to był zamach i został otruty czerwonym mięsem i sowiecką wódką.
Opozycja twierdziła, że schlał się z kolegami z ochrony i urządził orgię w męskim gronie.
Film na Youtubie zebrał tyle odsłon, że starczyło kasy na wyklepanie Pakamerowozu… bez faktury bo jak im wyjaśnił blacharz za fakturę jest 25 lat więzienia, a za jej brak 23% rabatu…

Autor: adw. Łukasz Brydak
W ikonie wpisu: Ślepym Okiem Temidy