wyznaczylismy-terminy

Temat pierwszego wpisu był zdecydowanie trudniejszy i bardziej kontrowersyjny: https://palestrapolska.wordpress.com/2017/02/08/adwokat-sedzia-trudne-relacje-cz-1-uzasadnienia/

Zdania adwokatów w kwestii uzasadnień były podzielone. Dzisiejszy wpis wydaje się być chyba mniej kontrowersyjny, dlatego że problem ma mniejszą skalę (za co bardzo Szanownym Kolegom Sędziom dziękujemy i doceniamy). Sytuacja jest prosta, sprawa jest w toku, rozprawa (być może kolejna) nie doprowadza do zamknięcia przewodu, trzeba ustalić kolejny termin. Przeważnie mamy do czynienia z normalnością. Wszyscy uczestnicy postępowania wyciągają kalendarze, ustalają datę, godzinę i salę, „do widzenia”, rozchodzimy się i jest ok.

Z fejsbukowej grupy Polska Palestra:

Piotr Ż.

Nigdy nie zdarzyło mi się, aby Sąd nie zapytał mnie, czy mam wolny termin i nigdy też nie usłyszałem w sprawie karnej pytania do prokuratora, czy ma wolny termin a zwiedziłem z obu stron procesowych już wiele sądów.


Tak, jak wyżej, jest na szczęście standardem i dzieje się tak przeważnie. A co z pozostałymi przypadkami? Pomijamy już argument pt. „Proszę ustanowić substytuta”. W tym miejscu tylko sygnalizujemy: substytucja kosztuje, sąd może zapłaci, a może da adwokatowi na substytucję? Nie? To skąd sąd zakłada, że adwokat środki na substytucję ma? Albo że ma je klient adwokata? Ale pomijając powyższe, zwracamy uwagę na takie oto sytuacje (również z grupy Polska Palestra na FB):

Bernadetta P.U.

Dziś…

Sąd: „Odraczam rozprawę na …… 2017 r. godz. 9:00. Pani Prokurator, pasuje Pani, czy woli Pani inny termin ?”
P. Prokurator: „Tak, Wysoki Sądzie, choć może być pół godziny później”.
Sąd: „Tak jak ustaliłyśmy z Panią Prokurator, odraczam na ….2017 r. na godzinę 9:30”.

Super, tylko kiedy sąd zacznie ustalać terminy też z obrońcą?

Nasz komentarz: przed sądem prokurator jest taką samą stroną, jak oskarżony (reprezentowany przez obrońcę). Ba, nawet ma łatwiej. W danym dniu prokurator prokuratury X po prostu obstawia wokandę (nie zawsze w swoich sprawach). Wielka reforma k.p.k. z 2015 r. zmieniała to, obligując do osobistego przyjścia na salę rozpraw tego prokuratora, który sporządził akt oskarżenia. Ale to już było, minęło i za szybko pewnie nie wróci. Znowu na sali siedzi dowolny prokurator z danej prokuratury, więc w sumie wszystko mu jedno, jaki będzie termin, gdyż nawet nie wie, czy to on na niego przyjdzie. Z obrońcą tak nie ma. Przeważnie jest on jeden, gdyż to jego obrony życzy sobie klient, w oparciu o osobiste zaufanie. To obrońca często znajduje się w sytuacji, kiedy kolizje utrudniają mu stawiennictwo, gdyż nie ma możliwości zastępstwa (zaawansowanie sprawy, brak zgody klienta). I akurat ten uczestnik postępowania, który ma większe trudności w obstawieniu terminu w przypadku kolizji, jest pomijany przy ustalaniu terminu kolejnej rozprawy. Coś tu chyba jednak nie gra. Ale nawet jeśli ta argumentacja nie przekonuje Kolegów Sędziów, to i tak najważniejszy jest pierwszy argument: oskarżenie i obrona na sali rozpraw są równe i powinny być traktowane jednakowo. W większości sądów (nie wszystkich) prokuratorzy nie siedzą już z sędziami w sali rozpraw podczas przerw w rozprawach (w coraz mniej licznych ośrodkach istnieje jeszcze ten relikt czasów zamierzchłych). Czy to naprawdę tak trudno spytać o kolejny termin obok prokuratora również obrońcę?


Łukasz B.

Rozprawa cywilna, sąd okręgowy, tylko dla powódki i pełnomocnika charakter zamiejscowy (100 km): sąd pyta czy stronom pasuje termin … pełnomocnik pozwanej potwierdza, ja jako substytut pełnomocnika powódki informuję o kolizji trzech rozpraw w tym terminie i dostają odpowiedź, aby „załatwić sobie substytuta”. Kurtyna.

Nasz komentarz: W pierwszej kolejności wydawało nam się, że strony procesu cywilnego są równe, bez względu na to, czy ich pełnomocnik to swojak (tubylec) czy zamiejscowy („ten obcy”). Co więcej, bylibyśmy jak najbardziej wyrozumiali, gdybyśmy to my, jako tubylcy, byli zobligowani do uszanowania terminów „tych obcych”. Miejscowemu adwokatowi łatwiej znaleźć właściwego substytuta (zna lokalny rynek, ma osoby, do których ma zaufanie w tej samej miejscowości). Szukanie substytucji przez „tych obcych” to z kolei swego rodzaju loteria (chyba że akurat przez przypadek mają znajomego z danego miasta, a nie zawsze tak jest, ba – przeważnie tak nie jest). Tak, osobiście zdarza nam się dawać substytucję tubylcom, ale są to nasi znajomi, do których mamy zaufanie. I tak, często też jeździmy osobiście na rozprawy do miast oddalonych od naszego miejsca zamieszkania o kilkaset kilometrów, gdyż w tych miejscowościach nie mamy nikogo zaufanego. A to zaufanie klienta jest podstawą naszej pracy. Klient bierze nas do rozprawy zamiejscowej, bo chce nas, a nie przypadkowego adwokata z innego miasta.


Sytuacja trzecia, która nas osobiście wprawiła nawet nie w zakłopotanie, zmieszanie czy zdumienie, ale po prostu w zwykłe ludzkie oburzenie (nie, nie oburzenie, w coś innego, ale adwokatowi tak publicznie nie wypada nazywać rzeczy po imieniu).

Adrian W.

Ja tylko raz poprosiłem Sąd o inny termin, ze względu na to, że w sobotę miałem ślub (swój własny), a termin został wyznaczony na poniedziałek. Sąd odparł, abym „w inny sposób zorganizował sobie życie prywatne”.

Nasz komentarz: najlepszym komentarzem będzie brak komentarza. Mamy nadzieję, że Koledzy Sędziowie wiedzą, dlaczego.


Pewnie za chwilę przeczytamy, że czego nam się zachciewa, że sąd to nie koncert życzeń, takie tam. Drodzy Koledzy Sędziowie, tak, macie władzę, zwłaszcza nad uczestnikami procesu. Można tę władzę wykonywać po ludzku lub nie. Na szczęście, jak napisaliśmy wcześniej, takie przypadki, jak opisane powyżej, to ogromna rzadkość, co nas osobiście bardzo, bardzo cieszy. Tych tekstów nie piszemy po to, żeby wprowadzać animozje. Wręcz przeciwnie, liczymy na zrozumienie. Spójrzcie na to z tej strony: dla sędziego to wszystko jedno, czy sprawa X v. Y zostanie rozpoznana w poniedziałek, środę czy czwartek, czy o godzinie 9:00 czy o 13:00. Dla pełnomocnika/obrońcy tegoż X lub Y ma to z kolei ogromne znaczenie, bo nie, nie posiadamy umiejętności bilokacji.