Szanowny Panie Prokuratorze Krajowy!

Pan, złotowłosy, dorodny, wysoki, młody chłopcze, karierowy beneficjencie łaski „dobrej zmiany”.

Ważny prokuratorze w tak młodym wieku prowadzący śledztwa, o których rejonówka może tylko marzyć.

Tak, Pan.

Zdziwko?

Piszę do Pana tutaj.

Ja.

Człowiek.

Kobieta.

Adwokat.

42 kilo żywej wagi, łyse, z wystającym z klatki piersiowej i szyi portem naczyniowym, po rocznej krwawej walce z rakiem o włos od przejścia na drugą stronę. O czym wie całe środowisko i co po prostu widać na 1 rzut oka. Nawet nie chodzę w peruce.

To taki dodatkowy smaczek w całej sytuacji, jakiej jest Pan sprawcą.

W sumie niby nic.

Ot, duży, zdrowy jak rzepa, o aryjskim typie urody młody chłopak z cienką aktóweczką w dłoni, przepchnął się w drzwiach przed kobietę 3 razy mniejszą i chudszą od niego, ze 2 razy starszą, łysą, w trakcie ciężkiej choroby i leczenia, targającą w obu rękach wielkie teki z ciężkimi aktami w białoruskim, rosyjskim i mołdawskim języku, których chłopak z krajówki nie zdołał przetłumaczonych na j. polski przeczytać od stycznia, a ona miała na lekturę 4 dni – bez tłumaczeń. Z tym, że chłopaki z krajówki nie targają ciężkich akt do sądu, bo i po co? Sąd wyręczy.

No przepchnął się, wleciał na salę rozpraw, ja zostałam z tymi tekami na korytarzu.

Cóż.

Bez węzłów chłonnych, z wszczepionym portem naczyniowym przełożenie 1 teczki do drugiej ręki może się źle skończyć. Dawno złamany w wypadku samochodowym kręgosłup szyjny też nie zniesie nierównego obciążenia. Przemieszczony w brzuchu implant boli makabrycznie, noc spędziłam na SORze.

Stawiam obie teczki na podłodze.

Otwieram ciężkie drzwi.

Przytrzymuję je nogą.

Podnoszę teczki. Boli.

Wchodzę na salę.

Stawiam teczki na podłodze.

Zamykam ciężkie drzwi – krajówek siedzi w swojej ławie zadowolony z siebie.

Podnoszę teczki. Boli.

Idę na swoje miejsce.

Sąd Apelacyjny:

„- Pani mecenas, czy coś się stało?”

Nic Wysoki Sądzie.

Pan prokurator miał ciężką teczkę.

A jak wiadomo damy mają pierwszeństwo.

Więc wszedł pierwszy jak na damę przystało.

Jestem bardzo wdzięczna panu prokuratorowi, że nie walnął mi tymi drzwiami w nos, albo – co byłoby dla mnie w skutkach tragiczne – w port naczyniowy.

Młody człowieku.

Wstyd.

Kompromitacja.

Dowód na niewyobrażalną wręcz małość, prostactwo i chamstwo.

Niezdolność do powiedzenia choćby „przepraszam”.

Co prokurator z krajówki chciał mi zademonstrować?

Że jest większy i silniejszy od starszej od siebie kobiety w dodatku w trakcie leczenia onkologicznego?

Ale naprawdę???

To zademonstrował.

Doceniam.

Myślę, że nie tylko ja.

Mam nadzieję, że tym gestem pan prokurator napompował sobie ego w satysfakcjonującym go stopniu i dostatecznie „zemścił się” na adwokacie za to, że wykonując swoją pracę broni podejrzanego.

Taka niby „duperela”.

Można olać.

Nic o tym nie mówić.

Zaakceptować.

Zobojętnieć na wszystko.

Niczego dobrego się nie spodziewać, niczego od nikogo nie wymagać.

Torować tym samym drogę do dalszego upadku standardów zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.

Tylko potem niczemu się już nie dziwić.

 

(Wie Pan kto)

 

W ikonie wpisu grafika ŚLEPYM OKIEM TEMIDY