Dzisiaj o 21:00 odbędą się protesty, nie tylko w Warszawie przed siedzibą Sądu Najwyższego, ale również w innych miastach w Polsce przed siedzibami lokalnych sądów. Będę uczestniczyć w takim proteście, a dlaczego – opiszę niekoniecznie pokrótce.

Najpierw jednak przewrotnie napiszę, dlaczego jako obywatel i pełnomocnik nie idę tam, by popierać sędziów, a przynajmniej – nie wszystkich sędziów. Idę, aby popierać wymiar sprawiedliwości, demokrację, zasadę trójpodziału władzy, prawa człowieka.

 

Dlaczego jako obywatel nie idę popierać (wszystkich) sędziów

Najbardziej chyba za oderwanie części z sędziów od życia przeciętnego obywatela. Dlatego też trudno było mi poprzeć sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Niestety, ale to sędziowie sądów powszechnych, sądów administracyjnych Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego sami doprowadzili do tego, że dzisiaj mogą z nimi zrobić wszystko populiści najgorszego (albo najlepszego) sortu – i że to ci populiści, a nie sędziowie, mają posłuch u obywateli.

Zawsze wpajano mi, że sędzia to osoba wybitnie mądra, wykształcona, z olbrzymim doświadczeniem życiowym, elita elit, kwiat kwiatów i korona koron. Zapewne tak jest, ale … nie w Polsce. Tak, jest wielu sędziów, za których warto walczyć, dać się pokroić czy odciąć sobie to i owo. Ale niestety są też tacy, którzy ten wizerunek psują i ani za bardzo nie ma jak się ich pozbyć, ani też środowisko sędziowskie samo nic nie robi w tym kierunku, a wręcz przeciwnie – chroni takich sędziów na wszelkie możliwe sposoby. Czasami tylko zdarzają się wygnania z większych ośrodków na mniej prestiżową prowincję, „w nagrodę”.

Kilka przykładów:

– Kwestia zwolnienia od kosztów sądowych i bronienie „do krwi kropli ostatniej” dobra budżetu państwa przed tym pazernym obywatelem, kuriozalne orzecznictwo, że osoby zarabiające ca. minimalną krajową lub mniej, mające na głowie egzekucje komornicze za niepłacony czynsz, alimenty, itp. powinny zawczasu przygotować się finansowo, odłożyć na koszty procesu, albo wziąć kredyt. Przecież to od Państwa sędziów (i to nie od byle kogo, tylko Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf) wyszło, że za mniej niż 10 tysięcy można żyć tylko na prowincji. Naprawdę? To pomyślcie, jak i na czym miał zaoszczędzić ten obywatel, który zarabia na rękę w porywach 1000-1200 zł albo i mniej? Przecież tutaj nawet opłata rzędu 200-300 zł to 20-30 % miesięcznych zarobków? Co Państwo proponujecie celem zaoszczędzenia? Niezapłacenie czynszu, 10-dniową głodówkę, no może chociaż o wodzie?

– Kwestia traktowania stron, z góry i w sposób arogancki, u niektórych nagrywanie rozpraw poprawiło trochę poziom zachowania. Nie przeczę, jako pełnomocnicy powinniśmy Państwu sędziom dziękować. Mam klientów, którzy po takim zachowaniu postanowili, że więcej do sądu bez pełnomocnika nie pójdą i ja dzięki temu zarabiam. Ale litości. Nie trzeba się na tego obywatela drzeć, bo przeważnie jest on wystraszony, jest pierwszy raz w sądzie, nie wie, co i jak, ani jak się ma zachować.
– Kwestia sądów rodzinnych, gdzie decydujące znaczenie ma przeważnie płeć strony, a nie kwestie merytoryczne. I tak, przeważnie sami zauważamy przychylność przeważnie w stosunku do kobiet, ich pobłażliwe traktowanie oraz nieprzychylne traktowanie mężczyzn (nie jest to reguła, zdarzają się składy bezstronne, jak i zdarzają się sytuacje, gdzie kobieta kobiecie najgorszym wrogiem). W przypadku dwojga wydolnych wychowawczo rodziców, opiekę nad dziećmi zawsze dostanie matka (jeżeli jest o to spór). Mamy przypadki wywalczenia opieki nad ojcem, ale są to sytuacje wykazania albo porzucenia dzieci przez matkę, albo całkowitej (nawet nie częściowej!) niewydolności wychowawczej matki. A nie daj Boże klient jest obcokrajowcem i związał się z Polką… z matką Polką.

– Kwestia rozpoznawania środków zaskarżenia w sprawach niekasacyjnych. Czyli: na odwal się. Jak bardzo apelacja nie byłaby zasadna, Państwo z wygody ją oddalają (lub utrzymują w mocy orzeczenie sądu I instancji, w zależności od rodzaju postępowania), byle tylko nie pisać uzasadnienia. Ja rozumiem, że sędziów jest za mało, że są braki kadrowe, że dla Was sprawa Kowalskiego, Nowaka, Iksińskiej czy Igrekowskiej to tylko numerek w statystyce. Ale to są ludzie, a Wy rozstrzygacie ich życiowe sprawy. Dlatego obowiązek pisania uzasadnień powinien być w każdej sprawie z urzędu, bez względu na wynik, bez względu na to, czy sprawa kasacyjna, czy nie. Ratując siebie przed uzasadnieniem, możecie zniszczyć komuś życie.

– Kwestia zmian w przepisach proceduralnych. Zawsze Państwo forsujecie i popieracie nie te zmiany, które poprawią sytuację procesową szarego obywatela, tylko te, które uwolnią Państwa od ciężaru orzekania (więc tak naprawdę, od ciężaru tego, co jest istotą Waszej pracy). Jeszcze raz, to nie obywatel jest dla Was, tyko Wy dla obywatela.

– Kwestia terminów. Dla stron i pełnomocników są terminy zawite, które jak upłyną, to koniec, kropka. Państwo wymyślili sobie terminy instrukcyjne. Proszę mi wskazać choćby jeden przepis (k.p.c., k.p.k., p.p.s.a.), który przewiduje taki rodzaj terminu i używa sformułowania „termin instrukcyjny”. Nie ma go! Nie istnieje! Jest to koncept wytworzony przez sędziów dla sędziów, aby uzasadniać przewłokę i uzasadniać, dlaczego nie wykonało się danej czynności w terminie kodeksowym (np. dlaczego nie nadało się klauzuli wykonalności w terminie 3 dni).

– Kwestia ochrony budżetu przed obywatelem na wszystkie możliwe sposoby. Nie przeszkadzają Państwu wysokie i nieuzasadnione wiedzą, ani doświadczeniem życiowym czy zawodowym, wynagrodzenia różnych Misiewiczów czy innych krewnych i znajomych Królika. Tu nie widzicie, jak kasa z budżetu państwa wylewa się strumieniami. Natomiast każdą złotówkę (czy to z ZUS, czy z podatków), jaką szary Kowalski miałby dostać od państwa oglądacie po kilka razy z każdej strony i zasądzacie dopiero, kiedy nie znajdziecie powodu, żeby Kowalskiemu nie przyznać racji. My już się śmiejemy przez łzy, kiedy mówimy, że w sprawach podatkowych to „in dubio pro fisci”. Sztukę ten opanował do perfekcji Trybunał Konstytucyjny, który z równowagi budżetowej uczynił naczelną zasadę konstytucji, przeważającą nad prawami człowieka. Komentarz zbędny.

– Kwestia spraw karnych. Mamy takie powiedzenie: „Jak winny, to dostanie na twardo, a jak niewinny, to w zawiasach”. Naprawdę mamy tak świetnych oskarżycieli publicznych, że ponad 97% spraw karnych kończy się skazaniem? Poważnie? Oglądali Państwo komisję śledczą w sprawie Amber Gold? Dlaczego w sprawach wątpliwych z ostrożności wolicie Państwo skazać? Pamiętam, jak nasz wykładowca powiedział nam, że po prostu na aplikacji sądowej nie uczą pisania wyroków uniewinniających. Prawda to?

– Kwestia stosowania art. 162 k.p.c. w postępowaniu cywilnym i jego nagłe „ożywienie” po kilkudziesięciu latach. Nagle, po roku 2005, zarzuty procesowe z apelacji są masowo oddalane, gdyż strona lub pełnomocnik nie wypowiedzieli magicznej formułki, z przytoczeniem uzasadnienia prawnego. Od strony (często nieprawnika i nieprofesjonalisty) i pełnomocnika wymaga się, aby na bieżąco znali prawo lepiej od orzekającego PROFESJONALNEGO sędziego i na bieżąco go poprawiali. Nieraz przybiera to formę absurdu, zwłaszcza kiedy piszemy w piśmie procesowym, dlaczego żądamy przeprowadzenia danego dowodu, sąd go oddala, a wypowiedzenie formułki sprowadza się tak naprawdę do przytoczenia tego, co już zostało napisane. A potem, choćby i apelacja była zasadna, to jest oddalana (żeby nie pisać uzasadnienia), bo nie był podniesiony zarzut.

– Kwestia podchodzenia do opinii biegłych. Sami Państwo w wywiadach i publikacjach prasowych narzekają na jakość orzecznictwa biegłych. Najbardziej widoczne jest to w sprawach ZUSowskich, bo umówmy się, jaki uznany i szanowany lekarz specjalista będzie dorabiał na sporządzaniu opinii za kilkadziesiąt złotych brutto? Opinie są często pełne błędów merytorycznych, nie mają oparcia w literaturze fachowej. Pełnomocnicy i strony potrafią przedkładać stosy literatury fachowej, z której wynika, że biegły popełnił babola, a Państwo nie chcą się zapoznać, poszerzyć wiedzy, tylko jako prawdę objawioną przyjmują wszystko, co napisze biegły, nawet jeśli to wierutna bzdura. Bo nie ważne, co jest napisane, tylko że napisał to biegły. W ten sposób w sprawie odszkodowawczej dopiero Sąd Apelacyjny przyjął mi argumentację, że biegły się myli, bo jednak prędkość nie jest wyrażana w m/s2 . Sąd Okręgowy przeszedł nad tym do porządku dziennego. Z resztą, co tu dużo pisać. Sąd zapłacił biegłej wynagrodzenie za takie coś:

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/03/13/mega-pajac/

Smutne to.

 

 

Dlaczego jako obywatel nie idę popierać (wszystkich) sędziów

Lista jest długa i sami Państwo wiecie, dlaczego nie pójdę.

– Kwestia szacunku. Naprawdę nie musicie nas Państwo traktować, jako kogoś, kto chce Wam utrudnić pracę. Dlaczego używają Państwo sformułowania „profesjonalny pełnomocnik” tylko wtedy, kiedy chcecie jednemu z adwokatów czy radców prawnych zrobić wytyk, że czegoś nie zrobił, a nie piszą Państwo o „profesjonalnym pełnomocniku”, kiedy ten przeprowadzi dobrą analizę prawną, wywiedzie skuteczny środek zaskarżenia, itp.?

– Kwestia naszych wynagrodzeń. Ja rozumiem, że czujecie się związani stawkami ministerialnymi i nie będziecie orzekać poza nimi. Jest przepis, to go stosujecie. Ale nie zrozumiem Waszych opinii dotyczących projektów rozporządzeń w sprawie naszych wynagrodzeń, gdzie piszą Państwo sążniste uzasadnienia, dlaczego Minister Sprawiedliwości ma rację, kiedy uznaje, że możemy prowadzić wieloletnią sprawę ZUS za 90 zł brutto za całość! Może lepiej zamiast pisać jakieś wierutne bzdury, m.in. o tym, że mamy robić za misję (bo wiadomo, misją nakarmimy siebie, dzieci, psy, opłacimy rachunki), lepiej zamilknąć? A może, jak w przypadku terminów instrukcyjnych, pokażą mi Państwo przepis rangi konstytucyjnej lub ustawowej, który na adwokatów i radców, jako ja jedyną grupę zawodową w Polsce nakłada misję i obowiązek wykonywania pracy za wynagrodzenie poniżej kosztów jej świadczenia? Otóż takiego przepisu brak i jest to koncept wymyślony przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego, tak naprawdę nie wiadomo, z czego. Chyba z zazdrości (tylko nie wiadomo, o co, bo do wynagrodzeń sędziów TK to 90% adwokatów i radców daleko). I, na Boga, odróżnijcie wreszcie wynagrodzenie brutto i netto. Tego, co nam zasądzacie, nie dostajemy do ręki. Najpierw są koszty kancelarii (ZUS, lokal, materiały biurowe, sekretarka, telefon, Internet, OC, Lex/Legalis) i dopiero to, co zostanie (o ile zostanie) jest dla nas. Nie dotyczy to wszystkich, tutaj chylę czoło m.in. przed Prezes Sądu Okręgowego w Krośnie Odrzańskim, która podkreśla absurdalność obecnych stawek adwokackich.

– Kwestia naszego protestu i uznania przez Sąd Najwyższy, że nie możemy protestować w jedyny skuteczny sposób przeciwko tym żenującym stawkom (odmowa wyznaczania do urzędówek, nieprzekazanie list obrońców w sprawach karnych). Umówmy się, marsze czy protesty to sobie można organizować, ale do władzy dociera tylko argument siły. Pytanie: zakazanie nam tej formy protestu nie kłóci się Państwu z organizowanymi przez sędziów dniami bez wokandy?

– Kwestia naszych urlopów, zwolnień i kolizji oraz odraczania rozpraw. Moi Drodzy, my się naprawdę nie rozdwoimy, udzielenie substytucji kosztuje. Dodatkowo, klient przychodzi do nas ze sprawą, bo chce, abyśmy to my, a nie jeden z tysięcy innych adwokatów lub radców, prowadzili mu sprawę. Nasza kolizja czy choroba to nie jest kwestia naszej dobrej czy złej woli lub widzimisię. To nie jest kwestia naszej złej organizacji pracy (jaki mamy wpływ na termin, skoro ustala go sąd bez pytania nas o zdanie?). I zdarzają nam się tygodnie, kiedy mamy 3 dni wolne od rozpraw, a w pozostałe 2 dni mamy wyznaczone po 6-8 spraw. Uwierzcie, wolelibyśmy je rozłożyć od poniedziałku do piątku, bo klienci też nie lubią ani kiedy odraczamy, ani kiedy wysyłamy substytuta.

 

Dlaczego jako obywatel i pełnomocnik pójdę protestować w obronie wymiaru sprawiedliwości

Trójpodział władzy jest podstawą funkcjonowania demokracji, jest pewnym ideałem, który mi wpajano i w którego sprawne funkcjonowanie wierzę (działa w innych państwach). Polega on na tym, że trzy władze nawzajem siebie kontrolują i hamują oraz pilnują, żeby żadna z nich nie skrzywdziła jego obywatela. Bo najwyższym priorytetem ich działania powinno być dobro tegoż obywatela.

W Polsce coś szwankuje. Jak już zostało napisane, momentami ma się wrażenie, że sądy nie chroniły obywatela przed zakusami pierwszej i drugiej władzy, tylko chroniły tę „biedną” władzę przed obywatelem. Ten element funkcjonowania sądów jest do poprawy. Ale były też perełki i orzeczenia, które faktycznie pokazywały, że władza sądownicza prawidłowo wywiązuje się z tego obowiązku. Umówmy się, relacji wzajemnego hamowania i kontroli nie ma między władzą wykonawczą i ustawodawczą. Nasz Parlament jest tylko maszynką do przegłosowania tego, co opracuje rząd (bez względu na opcje polityczne). Do tej pory to sądy były tym ostatnim bastionem, fakt – nie zawsze funkcjonującym, ale jednak – który chronił obywatela przed zakusami legislatywy i egzekutywy na dobro tego obywatela.

Idę protestować, gdyż prawo do sądu jest podstawowym prawem człowieka i to ono jest gwarantem poszanowania pozostałych praw. Bez skutecznego środka kontroli sądowej ochronna innych praw jest iluzoryczna, istnieje tylko na papierze. Dlatego istotne jest, aby była ona sprawowana przez niezależne i niezawisłe sądy. Niezależne od wszelkich wpływów politycznych, partyjnych, aktualnej sytuacji politycznej w kraju. Zacytuję ETPCz, wyrok w sprawie 42856/06 Kinsky v. Czechy (wyrok z dnia 9 lutego 2012 r.):

  1. The Court firstly reiterates that the right to a fair trial holds so prominent a place in a democratic society that there can be no justification for interpreting Article 6 § 1 restrictively […].
  2. In cases under Article 6 of the Convention the Court often examines individual aspects of a fair trial that the applicant complains of, and a breach of such a specific right may result in a breach of the right to a fair trial. Nevertheless, in many instances it takes into account the “proceedings as a whole”. Thus the Court may find a breach of Article 6 § 1 of the Convention if the proceedings taken as a whole did not satisfy the requirements of a fair hearing even if each procedural defect, taken alone, would not have convinced the Court that the proceedings were “unfair” […].
  3. Moreover, the Court cannot but agree with the Constitutional Court that “the activities of certain politicians referred to by the applicant, be they verbal expressions to the media or other, aimed at creating a negative atmosphere around the legal actions of the applicant or constituting direct attempts to interfere in these proceedings, [were] unacceptable in a system based on the rule of law.” The Constitutional Court expressed a similar opinion regarding the activities of the Ministry of Justice in imposing on the ordinary courts an obligation to provide information on the proceedings regarding the applicant.
  4. The Court observes that under the domestic law the Ministry of Justice is entitled to collect information necessary for the State administration of courts but only in order to monitor and evaluate the conduct of proceedings in terms of the principles of the dignity of judicial conduct and ethics and whether the proceedings suffer from unnecessary delays. Yet, the Ministry itself reasoned that it required the information because of heightened interest of the media in these proceedings. In any case the Court observes that the Constitutional Court found that the extent of the information requested went beyond these powers of the Ministry.
  5. As a consequence, the Ministry regularly received information on the development of the proceedings instituted by the applicant, including the names of the judges, for a period of over two years. In this context, the Court cannot overlook the fact that the Minister of Justice has a right to institute disciplinary proceedings against judges.
  6. The Court notes the assertion of the Government that the Ministry only received general administrative information that could be obtained from any case-file summary and that there is no indication that it misused the information in any way or even intended to do so. Nevertheless, the Court reiterates that what is at stake here is not actual proof of influence or pressure on judges but the importance of the appearance of impartiality. It considers that these activities undoubtedly alerted the judges that their steps in the applicant’s proceedings were being closely monitored. This is particularly worrying when considered in connection with some of the statements by politicians about the responsibilities of judges and their mental processes, and their assertions that they would do anything within their power to prevent the success of the applicant in the proceedings.
  7. The Court accordingly finds that the doubts of the applicant about the impartiality of the judges were not simply subjective and unjustified.

 

Jesteśmy demokracją, jeszcze młodą i uczącą się funkcjonowania prawdziwych, rozwiniętych demokracji. Natomiast projekty przygotowywane przez obecną władzę cofają nas do poprzedniej epoki, do sterowanego politycznie wymiaru sprawiedliwości. Jeśli niektórzy z Was się z tego cieszą z jakichś powodów, to pamiętajcie o jednym: kiedy władza (ta czy kolejna) zechce sięgnąć po jakieś Wasze dobro, w sobie znanym celu, to już nie będzie miał Was i Waszego dobra kto bronić. Bo od tego jest sądownictwo. Niezależne sądownictwo. A po wprowadzeniu projektowanych zmian nie będzie ono takie. Dlatego idę dzisiaj protestować. Nie w obronie sędziów. W obronie sądów, wymiaru sprawiedliwości, zasad demokratycznego państwa prawa. To ważniejsze od moich osobistych animozji i pretensji do niektórych osób wykonujących zawód sędziego.