(dzisiaj zamiast mema – kadr z TVPInfo, nowego polskiego topowego dostawcy LOLkontentu).

Przedstawiamy opowiadanie naszego Kolegi Adwokata Łukasza Brydaka:

IURYSKRUKENCJA

Xawery uwijał się jak w ukropie… niby nie było papierów z sanepidu, niby miał to rzucić w cholerę ale taka okazja na remont budżetu nie zdarzała się często.
Kliku pedofilów, alimenciarzy, wykształciuchy, kwicząca SBecja wyglądała podejrzanie normalnie i podejrzanie normalnie potrzebowała zjeść.
Z resztą, sąd z uwagi na prowadzone protesty i tak był zamknięty, a terminy nie goniły.
Protest ze świecami trwał już któryś dzień, w powietrzu unosił się bukiet stearynowy podobny do tego co w Zaduszki na cmentarzu. Krzyżtopór nie wiedział czy to dobry znak dla Państwa Prawnego ale z całą pewnością była to aromat miły dla obwoźnej gastronomii…
Dookoła Pakamerowozu rozpościerał się park dający w dzień miły chłód, a nocą ukrycie przed siepaczami ze straży miejskiej i sanepidu, Czesiek załatwił skądś prąd… w takich przypadkach lepiej nie pytać skąd…
Interes szedł świetnie. Czesiek załatwił nawet maszynę do waty szklanej… zaraz Xawery znieruchomiał czy Czesiek faktycznie mówił o maszynie do waty szklanej czy też tylko się przejęzyczył… przerwał mu widok znajomej twarzy. Odruchowo ukłonił się.
Twarz odkłoniła się uchylając staromodnego kapelusza i zrobiła zdjęcie… znaczy oczywiście nie twarz zrobiła zdjęcie tylko cała postać…
Xawery uświadomił sobie, że nie tylko on przyszedł do pracy. To Pan Sławomir Leninpolski czy jak się teraz nazywał. Człowiek z pasją i chyba 9. krzyżykiem na karku… Pasją Pana Sławomira (czy jak tam się teraz nazywał) były służby specjalne… służby specjalne nie odwzajemniały się… Pan Sławek zaczął karierę w 1955 r wybijając zęby jakiemuś zaplutemu reakcjoniście z gomułkowego PPR i niestety już po roku nie przeszedł weryfikacji ale pasja nie ustępowała i pod zmienionym nazwiskiem wrócił do służby po kolejnym roku… wtedy właśnie wybrał nazwisko, pod którym pamiętali go później znajomi, brzmiało ono Leninpolski, że niby socjalistycznie oraz narodowo, wręcz staropolsko, a przecież szedł jubileusz 1000 lecia PRL… i wszystko szło dobrze gdyby nie 1968 wtedy jakiś farbowany lis z przedwojennego i powojennego wywiadu przetłumaczył jego nazwisko jako Rotfeld i widoki na awans oraz na dalszą pracę wyjechały do Izraela… Pan Sławek został, bo jego pszenno buraczana aparycja i równie lokalny charakter nie rokowały dobrze na obczyźnie no i zaczął od nowa… pod jakimś innym nazwiskiem, później była jakaś cwana baba z Radomia, wczasy w Gdańsku i cała masa wzlotów i porażek… jakiś czas temu dochrapał się służbowej emerytury ale widać jego Femme Fatale czyli Służba wezwała po raz kolejny…
Pan Sławek teatralnie ukrył się w krzakach… zapewne działania operacyjne…
Xawery nie mógł dłużej obserwować, bo klienci napierali… pół biedy jak chwilę wcześniej przychodzili zwolennicy dobrej zmiany bo dla nich osmoleńskie parówki były absolutnym hitem. Niestety Kasta pederastów domagała się jarmużu i rukoli, a ile można strzyc pobliski bukszpan i łopian, do tego trzeba zapewniać, że parówki są bezmięsne… zapewnienie to akurat przychodziło Żulickiemu lekko i bez specjalnych wyrzutów sumienia.
Mięso wesoło skwierczało na ruszcie, parówki bulgotały w garnku, świece robiące nastrój płonęły radośnie i nic nie zapowiadało klęski…
Wtedy z krzaków operacyjnych Pana Sławka wyleciał dron zwiadowczy gubiąc przy okazji kilka śmigieł (Wiadomo po co ich tyle ma)… chyba jednak zgubił ich zbyt wiele, zawrócił i runął na Pakamerowóz…
Wśród huku dało się słyszeć jedynie skowyt Cześka „o [coś tam] mój denaturat”… później wydarzenia potoczyły się nagle. Zajęci ogniem klikowcy, klikacze czy inni klikarze rozbiegli się po parku, ich krzyki nie były raczej reklamą lokalu i poziomu obsługi…
Xawery wiedział, że nie ma czasu… chwycił za gaśnicę, która blokowała drzwi i byłą atrapą dla BHPowca… ruszył biegiem byle dalej od pożaru, po drodze minął Pana Staszka, który stał głupio przyglądając się śmigiełku… gdy dobiegł do placu budynek sądu stał już w płomieniach.
Krzyżtopór stanął jak wryty… bo pomyślał, że chyba opary z pożaru zatruły go ostatecznie zobaczył jak z okna sądu do lotu zrywa się ogromny kruk, z płonącymi piórami… na szczęście dla psychiki Xawerego kruk po przeleceniu metra runął w dół i okazał się po serii wyzwisk Sędzią Oprawickim skaczącym w todze z okna płonącego sądu…

„Na szczęście tylko wysoki parter” pomyślał Żulicki i pobiegł dalej…

Kilka dni później, gdy już nasłuchał się w mediach, że obecność parówek na miejscu upadku drona świadczy dobitnie o zamachu zadzwonił telefon…
Zaproszenie do Ministerstwa Sprawiedliwości zdziwiło go niepomiernie, jeszcze bardziej gdy telefon za kilka minut zadzwonił tym razem od Ministerstwa Środowiska…

Po wizytach w ministerstwach Xawery szedł szczęśliwy jak rzadko.
Co prawda złoty medal za zasługi dla dla wymiaru sprawiedliwości jaki otrzymał w Ministerstwie Sprawiedliwości i Honorową platynową odznakę drwala RP schował do kieszeni zaraz po uroczystości przyznania… ale za to portfel przyjemnie obciążała kwota nagrody pieniężnej… niestety na Xawerego wpadł znajomy listonosz… który miał mandaty ze Straży Miejskiej za nie odholowanie wraku i SANEPIDU za to, że parówki które podawał leżały na ziemi… łatwo przyszło, łatwo poszło… pomyślał Krzyżtopór… trzeba będzie zapytać Cześka za ile da się spieniężyć blaszki na Namysłowskiej…
W tym momencie spojrzał na wypalony budynek sądu…

No nic, nieważne, którzy wygrają i tak trzeba będzie znowu wszystko odbudować…