ołóweczekTaki ołóweczek

/opowiadanie/

– Pamięta pani, co ma mówić ? – spytała Sankja klientkę.

– Tak, pamiętam – dziewczyna była potwornie zdenerwowana.

– Przepraszam, panie na pierwszą sprawę z wokandy ? – zapytała jakaś kobieta

– Tak – odpowiedziała Sankja węsząc od razu problem.

– Mamy małe opóźnienie, sędzia Ścibak się rozchorowała, zastąpi ją dzisiaj pan sędzia Waleń, musi dojechać do sądu, proszę chwilę cierpliwie zaczekać.

Sankji zrobiło się słabo z przerażenia. Sędzia Waleń … miała już u niego sprawy, ostatnio przez 40 minut zmuszał bezdzietnych małżonków, lekarzy, zgodnie chcących się rozwieść bez orzekania o winie, do ujawnienia w szczegółach, jak układało się im współżycie seksualne i czy w jego trakcie osiągali orgazmy. Na odmowę udzielenia odpowiedzi na te pytania przez pozwanego mężczyznę, odebrał od niego przysięgę, po czym zagroził mu skierowaniem wniosku do Prokuratury o wszczęcie postępowania karnego za fałszywe zeznania, jeżeli nadal będzie odmawiał odpowiedzi. Mężczyzna wściekły, odparł, że wszystkie orgazmy udawał. Waleń zaczął maltretować lekarza, wnikać i drążyć. W pewnym momencie rozprawy zerwała się z miejsca jej klientka wrzeszcząc, że ona też wszystkie orgazmy udawała i na sali rozpoczęła się wielka awantura powódki i pozwanego, z wywlekaniem wymyślonych, żeby małżonkowi bardziej dokopać i prawdziwych pościelowych historii, wulgaryzmami i próbą wytrzaskania się przez strony procesu po pyskach. Waleń był wniebowzięty i niesłychanie zbudowany, że udało mu się nie byle kogo, ale LEKARZY doprowadzić do takiej eksplozji emocji, napompował sobie ego i kiedy już mu się znudziło przedstawienie, którego temperaturę nieustannie podsycał, od niechcenia rzucił, że się kompromitują i kto to widział i słyszał, taka jatka, na sali rozpraw, pranie brudów, ludzie z wyższym wykształceniem, wstydziliby się, a fe. Sprawa typu light, która powinna trwać góra 30 minut – a trwała prawie 4 godziny, przeistoczyła się dzięki Waleniowi w jakieś masakryczne pandemonium i skutkowała wieczną nienawiścią między wcześniej nieskonfliktowanymi ze sobą ludźmi. A jeszcze ten jego obleśny, szpanerski mini notatniczek z mini pisaczkiem. Bosz … Zdjęła togę. Klimatyzacja w sądzie oczywiście nie działała, jak w prawie każdym tego typu przybytku. Już była cała mokra. Siadła zrezygnowana na ławce przy wejściu na salę rozpraw. Ile może być stopni ? Zastanawiała się patrząc w nieotwieralne tafle okien.

– To bardzo źle, że ten inny sędzia będzie, pani mecenas ? – spytała przerażona klientka.

– Nie najlepiej. Nie może Pani dać się podpuścić i wciągnąć w erotyczne tematy. Na pytania dotyczące współżycia seksualnego i orgazmów proszę odpowiadać, że wszystko było w porządku – Sankja postanowiła się asekurować.

– To będę o to pytana ??? – klientce zaczęła drżeć broda.

– Nie wiem, czy na pewno, ale ten akurat pan sędzia może panią o to zapytać.

– A nie możemy odroczyć rozprawy ? – panikowała klientka – i zaczekać, aż nasza sędzina wyzdrowieje ?

– Sędzia – warknęła Sankja – sędzina to …

– Tak, tak, przepraszam, pamiętam, już mi to pani mówiła, możemy odroczyć aż SĘDZIA nasza wyzdrowieje ?

– Niestety nie, widziała już nas protokolantka, nie możemy przecież uciec z Sądu, przykro mi, spokojnie, da pani sobie radę, jest pani nauczona co i jak, proszę tylko pamiętać, aby nie dać się wciągnąć na seksualne zwierzenia, krótko proszę odpowiadać, że wszystko było okej, dobrze ?

– Postaram się – sapnęła dziewczyna.

Pozwany siedział na drugim końcu korytarza i łypał na nie spod oka. Był bez adwokata. I był przerażony podobnie jak jego żona.

Ławnicy z protokolantką weszli na salę. Wszyscy już czekali tylko na Walenia. Swoją drogą – pomyślała Sankja – jak to nazwisko odzwierciedla czasami charakter. Waleń. Jak w tym kawale „najbardziej z ryb to ja lubię walenie”.

Wibrator w komórce dał znak, że ktoś się do niej dobija.

– Halo, słucham ? – Sankja zauważyła przy wejściu idącą wysoką, chudą, zgarbioną sylwetkę marabuta ze zbyt długimi nogami i rękami, błyskającą ostentacyjnie złotym roleksem. Sędzia Waleń nadciągał. Przyciskając ramieniem aparat usiłowała nadziać na siebie togę.

– tu Celakowa, ja z tą moją grzywną, co jej nie spłaciłam a pani mi ją rozkładała na raty, muszę porozmawiać, bo jest problem – w głosie kobiety słychać było powstrzymywaną histerię.

– Wie Pani co, ale ja za moment wchodzę na rozprawę, dzień dobry – powiedziała do Walenia wkraczającego dostojnie na salę rozpraw – więc jeśli to dłuższa rozmowa to proszę zadzwonić po 16, dobrze ? Bo muszę już kończyć.

– wszyscy w sprawie Kuśmierskich proszeni na salę !!! – wydarła się protokolantka przez drzwi

– jak to po 16 ! Co to ma znaczyć, jak mnie pani traktuje, to chamstwo !!! skandal !!! – ryknęła histerycznie Celakowa w słuchawkę.

– naprawdę muszę kończyć, wchodzę właśnie na salę, proszę dzwonić po 16, do widzenia – Sankja wyłączyła całkiem telefon i weszła do gorącego pomieszczenia przewidywanych, wielogodzinnych tortur. W kwestii włączonych telefonów w trakcie rozprawy sędziowie byli nieubłagani i okrutni. A niebotyczna roszczeniowość i absurdalne pretensje o wszystko klientów, szczególnie tych ze współczynnikiem inteligencji -10 w skali klocmena, od czasów rządów aplikanta prokuratorskiego w charakterze ministra sprawiedliwości były dla adwokatów chlebem powszednim i zaczynały irytować dopiero po jakimś 20-tym telefonie tego typu w ciągu dnia, ale nie szybciej.

– Stawili się – Waleń bacznie, od stóp do głów zlustrował obecnych – powódka, z pełnomocnikiem ……….

Odbieranie danych osobowych poszło bez zakłóceń i udziwnień. Klientka Sankji uspokoiła się.

– Sąd przystąpi do informacyjnego wysłuchania powódki, pani powódka znowu wstanie, wyjdzie z ławeczki tu na środek sali, tak, tak, do tej barierki dla świadków, sąd tak robi specjalnie, żeby pani mecenas nie mogła podpowiadać – Waleń szybko rzucił okiem na Sankję sprawdzając, czy udaje mu się ją zirytować, obojętnie wzruszyła do niego ramionami i oczami dała do zrozumienia, żeby puknął się w łeb.

– Pani mecenas ma bardzo duże, ładne i na swoje nieszczęście wyraziste i czytelne oczy i sąd stwierdza, że pełnomocnik powódki patrzy na sędziego jak na idiotę, jeśli jeszcze raz się to powtórzy, sąd to zaprotokołuje i skieruje do Okręgowej Rady Adwokackiej stosowny wniosek, pani mecenas już wie jaki – błyskawicznie zareagował Waleń, był jednak inteligenty i spostrzegawczy,  bestia, Sankja szybko spuściła wzrok w akta.

– Proszę, pani powódka opowie teraz sądowi od kiedy zna męża, czym motywowała się zawierając związek małżeński, jak układało się pożycie z mężem i z jakich przyczyn oraz od kiedy przestało się układać – polecił Waleń nie spuszczając wzroku z Sankji. Wyciągnął na ławę mini notatniczek w chromowanym etui i ołóweczek.

– To tak – zaczerpnęła powietrza dziewczyna i zaczęła jednym tchem recytować wyuczoną na pamięć historię:

– Poznaliśmy się 2 lata przed ślubem. Do małżeństwa zmotywowana byłam miłością do męża. Pożycie małżeńskie układało się dobrze do lutego, kiedy to mąż z nieznanych mi przyczyn i bez uprzedzenia wyprowadził się do swojej matki, próbowałam ratować związek, dzwoniąc i chodząc do męża, prosząc, aby wrócił, zgłosiłam nas na terapię małżeńską, ale mąż ani razu na spotkanie nie przyszedł, od pół roku nie mieszkamy razem, nie współżyjemy ze sobą, nie prowadzimy wspólnego gospodarstwa domowego, nie kocham już męża, nie widzę żadnych szans na reaktywowanie małżeństwa, nie chcę ustalać winy za rozkład pożycia – zaczerpnęła powietrza i spojrzała na Sankję szukając w jej oczach potwierdzenia, że dobrze, że o niczym nie zapomniała. Sankja wzrokiem potwierdziła. Dziewczyna zadowolona uśmiechnęła się i śmiało wróciła wzrokiem do Walenia. Zamyślony kręcił sobie na nadgarstku roleksem trzymając minipisaczek między palcami jak papierosa.

– Taaaak – zaczął. Naskrobał coś miniołóweczkiem w mininotatniczku.

Oho, zaczyna się – stwierdziła w myślach Sankja. Niepokoiła się. Ona znała prawdziwe przyczyny porażki tego związku. I wiedziała już doskonale, że Waleń nie spocznie, dopóki też ich nie pozna. Kurwa mać.

– Taaak …. – Waleń niespiesznie pukał miniołóweczkiem w blat.

– Sąd z racji wieku i doświadczenia życiowego wie, że powódka nie mówi sądowi całej prawdy, powódka dobrze wie, dlaczego mąż się wyprowadził, tylko nie chce sądowi tego powiedzieć. A sąd ma ustawowy obowiązek zbadania przyczyn rozkładu pożycia małżeńskiego stron i dopóki tego nie ustali, nie usłyszy od powódki całej prawdy, to rozwodu nie powinien udzielić – Waleń spojrzał triumfalnie na Sankję. Powódka stała przy barierce z otwartymi ze zdumienia ustami.

– Co ma powódka do powiedzenia sądowi na temat prawdziwej przyczyny rozkładu pożycia ? – Waleń wrócił do swojej ofiary. Sankja zakaszlała chcąc zwrócić na siebie uwagę dziewczyny i dać jej znak co ma mówić. Klientka nie reagowała. Sankja uporczywie wpatrywała się w jej lewe ucho, chcąc ją ściągnąć do siebie wzrokiem.

– Ale ja już wszystko powiedziałam … – niepewnie i cicho stwierdziła powódka. Sankja odetchnęła. Musi się trzymać, wytrzyma – modliła się w duchu.

– Ależ bynajmniej pani powódko. Sąd nie usłyszał dlaczego, z czyjej winy mąż się wyprowadził. Z jakiej przyczyny. Pani to przecież dobrze wie.

– Nie wiem, nic mi nie powiedział – dzielnie sobie radziła.

– Nie musiał niczego mówić, bo to było przecież jasne dla was obojga, dlaczego się wyprowadza, pani to doskonale wie. I sąd też wie, że pani tą wiedzę posiada kto jest winny za to, że wasze małżeństwo się rozpadło – Waleń nie rezygnował.

– Przepraszam Wysoki Sądzie – Sankja postanowiła interweniować, da to czas i rozeznanie wyraźnie zdezorientowanej klientce, co ma robić. Stała w ławce starając się zachować jasny, absolutnie niewinny wzrok skierowany na sędziego.

– Sąd nie udzielił pani głosu pani mecenas – Waleń nie puszczał spojrzeniem dziewczyny, wyglądało, jakby ją hipnotyzował.

– Ale ja proszę o udzielenie głosu, gdyż wniosek pozwu jest o rozwiązanie małżeństwa stron przez rozwód BEZ orzekania o winie, tego samego chce pozwany, sąd jest więc ustawowo związany zgodnym wnioskiem stron i ustalać winy nie powinien, państwo nie mają małoletnich dzieci, stąd badanie, czy istnieją jakieś jeszcze inne zawinione a nieujawnione przyczyny rozkładu jest zbędne, niecelowe, może nieść za sobą ryzyko zbędnego skonfliktowania stron i … – nie miała szansy dokończyć.

– CO ??? – ryknął Waleń – proszę zaprotokołować: w tym miejscu bez udzielenia jej prawa do głosu adwokat Zuzanna Sankja zakłócając tok przesłuchania powódki zwraca uwagę sądowi, że niepotrzebnie konfliktuje strony i zadaje bezsensowne pytania !

– Wysoki Sądzie, wyraziłam się inaczej i w tym miejscu wnoszę o sprostowanie protokołu i zapisanie dosłownego brzmienia mojej wypowiedzi – Sankja znała i wielokrotnie przećwiczyła numery z przeinaczaniem wypowiedzi celem zgnojenia i zamknięcia ust niewygodnym adwokatom i szantażowania ich wnioskiem o dyscyplinarkę, aby tylko nie zadawali pytań i nie psuli sądowi jedynie słusznej, z góry obranej koncepcji.

– Coś podobnego, a niby kto to potwierdzi co pani powiedziała ? – Waleń oderwał wzrok od drżącej już z przerażenia powódki i uśmiechnął się do niej ironicznie.

– Strony procesu – odpowiedziała odważnie – pan pozwany na przykład, nie ma żadnego interesu, ani aby przeinaczyć moją wypowiedź, ani żeby kłamać na moją korzyść, niech powtórzy co mówiłam do protokołu.

Nie miał wyjścia.

– Teraz wstanie pozwany – polecił rozwścieczony Waleń

– I niech powtórzy co mówiła pani mecenas !

– Że chcemy się rozwieść z żoną bez ustalania naszej winy i że Sąd jest tym żądaniem związany a wobec tego ustalanie tej winy jest zbędne, bezcelowe i jest ryzyko, że się skonfliktujemy przez to – wyrecytował młody mężczyzna.

– Proszę o dosłowne zaprotokołowanie wypowiedzi pozwanego. Dziękuję – Sankja usiadła i popatrzyła triumfalnie na Walenia. W jego oczach zobaczyła nienawiść.

– Proszę zaprotokołować jak tam sobie pani mecenas chce. Nie zmienia to jednak faktu, że niezawisły sąd nadal chce poznać prawdziwą przyczynę rozkładu pożycia małżeńskiego, którą uważa za niezbędną dla podjęcia decyzji, czy uwzględnić powództwo. Zgodnie z obowiązującymi przepisami sąd nie orzeknie rozwodu, jeśli widzi szanse na utrzymanie małżeństwa, a w tej sprawie sąd nie usłyszał niczego, co świadczyłoby i przekonało sąd, że takiej szansy w przypadku dwojga obecnych tu młodych ludzi nie ma – Waleń nie poddawał się. Był niezły, musiała to przyznać. Nerwowo pukał miniołóweczkiem. Wkurzał ją tym.

– Jak nie powiem, to nie dostaniemy rozwodu ? – płaczliwie zapytała dziewczyna.

– Sąd nie może ujawnić jaki wyda wyrok. Sąd jedynie uczciwie poucza powódkę, co się może stać, jeśli pani nas nie przekona, że nie ma szansy, abyście państwo nawiązali ponownie pożycie, prawda ? – Waleń kiwnął głową w prawo i w lewo do wyraźnie znudzonych ławników, odkiwnęli obojętnie.

– Ale jak powiem taką przyczynę to dostanę rozwód ? – rozpłakała się ofiara.

No to kurwa pięknie – pomyślała Sankja – będzie kicha jak nie wiem, fuck.

– Sąd to oceni, na pewno szanse na uzyskanie rozwodu są większe, jeśli się mówi prawdę, niż jeżeli nie mówi się nic. Bo pani dzisiaj tak naprawdę sądowi nie powiedziała niczego – Waleń wygrał. Wiedziała. I on już też to wiedział. Szkoda jej było pozwanego. Mężczyzna kręcił się nerwowo w ławce naprzeciwko i z rozpaczą wpatrywał w żonę.

– Ja już nie chcę nigdy nawiązać z nim pożycia – rozszlochała się dziewczyna

– To pożycie było do niczego – ryczała głośno, ciekło jej z nosa, Sankja wstała i podała jej chusteczki. Popatrzyła na Walenia z wyrzutem. Nie zwrócił na to uwagi, prawie drżał z podniecenia, nie mógł się doczekać, kiedy usłyszy TO. Nie wiedział co, ale pożądał sensacji, wstrząsu, najwstydliwszej cudzej tajemnicy jej lub jego, obojętne, którą będzie mógł żyć i się podniecać tygodniami, miniołóweczek pukał w blat z prędkością światła odzwierciedlając niecierpliwość swojego władcy. Obrzydliwość – stwierdziła Sankja w myślach. Chciała już, aby jak najszybciej klientka wypluła z siebie TO, żeby się nie męczyła i nie przedłużała męczarni swojego męża.

– To konkretnie, krótko i szybko, bo szkoda czasu, pożycie było do niczego dla powódki z jakiej przyczyny ? – Waleń nie wytrzymał rozsadzającego go napięcia i postanowił docisnąć zalewającą się łzami i zachodzącą z płaczu ofiarę.

– Bo, bo … – szlochała – bo u mojego męża to … to … – dziewczyna niewidzącymi, zapłakanymi oczami bezradnie rozejrzała się po sali, rozpaczliwie i nadaremnie szukając pomocy, jej uwagę przykuło błyskawicznie bębniące po blacie narzędzie pisarskie Walenia.

– to … to jak … jak … jak ten ołóweczek ! – wypaliła i nagle przestała płakać. Ołóweczek znieruchomiał. Waleń zdumiony wlepił wzrok w swój minipisaczek. Pozwany cały spocony i czerwony na twarzy po cichu spływał z ławki pod blat biurka, wyraźnie usiłując zniknąć. Ławnicy raptownie ocknęli się z letargu, wyciągnęli pomarszczone, indycze szyje 80-latków i gorączkowo szukali okularów chcąc przyjrzeć się owemu ołóweczkowi, który w tej jednej sekundzie urósł do symbolu erotycznej porażki i seksualnego zabójcy małżeństw.

– Jak ten ołóweczek ? – zasapał podniecony i zdumiony Waleń. Oderwał od niego wzrok, spojrzał szybko na dziewczynę i wrócił do ołóweczka.

– Pani tu podejdzie do sądu – pokiwał na nią lewą ręką w prawej dzierżąc przed oczami nieoczekiwanego mini – bohatera dnia i nie spuszczając z niego wzroku. Dziewczyna potulnie podeszła do blatu sędziowskiej „lady”.

– I pani się dobrze przyjrzy – ręka z miniołóweczkiem nagle wyprostowała się prawie trafiając w nos powódki.

– J A K   T E N   O Ł Ó W E E E C Z E K   ??? – powtórzył. Ławnicy i Waleń wpatrywali się w napięciu w twarz dziewczyny wstrzymując oddech w oczekiwaniu potwierdzenia. Protokolantka zachowywała idealną obojętność.

– Nooo … nooo tak … – cichutko odpowiedziała dziewczyna i znowu zaczęła szlochać. Czarny tusz do rzęs malowniczo spływał z policzków na szyję i kapał na białą bluzkę.

– Pani usiądzie na miejsce – odsapnął usatysfakcjonowany wreszcie Waleń nabierając powietrza – a sąd zastanowi się jak to zaprotokołować.

– Przepraszam że tak wyszło – szepnęła dziewczyna do ucha Sankji sadowiąc się obok niej. Pozwanemu znad blatu biurka wystawał tylko czubek głowy.

– Mnie akurat nie musi pani za nic przepraszać – odszepnęła jej Sankja. Obudzeni ławnicy z sędzią Waleniem podawali sobie mini-ołóweczek szepcząc coś do siebie. Dobiegały je urywki wypowiadanych szeptem uwag. Protokolantka obojętnie pukała w klawiaturę komputera.

– Dobrze, przejdziemy teraz do przesłuchania pozwanego – Waleń przestał roztrząsać z ławnikami zagadnienie „czy to możliwe?” oraz ewentualnie genetyczne przyczyny nędzy wyposażenia pozwanego.

– Lat ma pozwany?

– 34 – pozwany wydobył głowę spod ławki

– A co pan robi pod tym biurkiem ? Proszę do barierki na środek sali ! – Waleń dopiero zauważył dziwną pozycję mężczyzny. Młody człowiek wyczłapał ze spuszczoną głową.

– No, wreszcie sąd pana widzi ! Kontynuujemy, zawód pozwanego.

– Artysta

– Ukończył Pan Akademię Sztuk Pięknych ?

– Nie …

– to nie jest pan artystą ! proszę podać zawód wykonywany

– Malarz

– Jaki malarz, pokojowy ?

– Nie, maluję obrazy …

– Utrzymuje Pan się z malowania obrazów ?

– No nie, nie da rady, sztuka w Polsce ….

– To nie jest Pan malarzem ! – przerwał mu Waleń – A sąd pyta o zawód pozwanego !

– Nooo … to może napisać, że rolnik, bo pole jeszcze pod domem mam, tak z 60 arów …

– Co Pan na tym polu uprawia ? Jaki z niego jest dochód ?

– Yyyy, ale ja tam tylko warzywa dla siebie, rodziny, jabłonek kilka, dynie, kwiaty …

– To nie jest pan żaden rolnik, sąd pyta o ZAWÓD pozwanego !

– To proszę zapisać, że literat – palnął zrezygnowany i skołowany mężczyzna

– Nie będzie pan sądowi mówił co ma zapisywać ! – huknął Waleń – filologię polską skończył ?

– No nie, ale …

– To nie jest literat ! – znowu nie dał mu skończyć Waleń

– Ale ja piszę i … – próbował tłumaczyć pozwany

– I co z tego, że pisze ? A wie pozwany, ile sąd pisze ? A sąd to nie literat ! Ostatni raz sąd pyta o zawód pozwanego !

– Rolnik ? – zaryzykował chłopak

– Już to sobie wyjaśniliśmy ! – zaryczał Waleń – taki z pozwanego rolnik, jak z sądu baletnica !

– Stolarz ?

– Ach stolarz ? A co pozwany ze stolarki robi ?

– Taboret raz zrobiłem bo się połamał … rzeźbię …

– Żyje ze stolarstwa ? terminował u stolarza ?

– No nie, ale ja już nie wiem co ja mam mówić, że kto ja jestem – zdenerwował się pozwany

– Prawdę ma mówić jaki ma zawód ! Nie jest żaden stolarz ! Sąd zaraz zacznie wyciągać konsekwencje wobec pozwanego jak nie usłyszy od niego zawodu ! – Sankja nie rozumiała przyczyn, dla których Waleń znęcał się nad i tak pognębionym już i zmasakrowanym psychicznie mężczyzną. Może chciał jej pokazać, że taki jest sprawiedliwy i gnoi wszystkich po równo ?

– Muzyk ? – zaryzykował nieszczęśnik

– Szkołę muzyczną albo Akademię skończył ?

– Nie, no akurat …

– to co najwyżej grajek !

– No to pisarz ! – śmiało zdecydował pozwany

– Ale filologii polskiej nie kończył ! To jaki z niego pisarz ? Taki sam jak muzyk !

– Ale żyję z pisania ! – takim samym tonem odważnie odpowiedział pozwany.

– Jakiego pisania ? – walec drogowy litościwie przyhamował w miażdżeniu męskiej strony procesu, zabitej wcześniej mini-ołóweczkiem.

– Literatury, recenzji, krytyk, opowiadań, poezji – zaczął wymieniać

– Publikowane to gdzieś jest ? – spytał zdziwiony Waleń

– No tak, na przykład w Lampie i w …

– Zapiszemy, że stolarz ! – uciął stanowczo Waleń. Wszyscy, opanowanej dotychczas protokolantki nie wyłączając, odetchnęli z ulgą.

*************************

E.S.